Kolejny smutny dzień faceta, którego żona się odchudza

Poniedziałek rano! Masakra! Dzień zaczął się jak zwykle, czyli źle. Moja żona ma bzika na punkcie słowa „dieta”. Od tygodaję rano, wypijam szklankę wody i dostaję marchewkę na drogę (to takie niby śniadanie). Wpadam do biura i dalej to samo, patrzę na moje koleżanki z pracy – wszystkie grube (i znów mam obraz gotowanej ryby na obiad). Oczywiście wszystkie zgodnie twierdzą, że ich najnowsza dieta to rewelacja i naprawdę szybko działa.

Szkoda tylko, że tego nie widać. Niby są takie zadbane – włosy zrobione, tipsy założone, przykrótka bluzeczka i makijaż, który widać z odległości 10 metrów – normalnie odjazd. Każda kobieta ma te same „fazy” i marudzi: jestem gruba, mam brzydkie włosy, paznokcie i do tego nie mam w co się ubrać. A prawda jest taka, że prawie każda mieście się w normie wagowej, do fryzjera chodzi raz w miesiącu, a na paznokciach ma żel uv, czyli tak zwane tipsy żelowe.

rzy czwarte pensji wydają na „ciuchy” a szafy nie domykają się. I tak codziennie słyszę to samo… Szkoda, że czasami kobietom nie można wytłumaczyć, że jest z nimi wszystko w porządku. Może lepiej nie próbować, bo zazwyczaj każda próba kończy się obrazą „majestatu” i brakiem normalnego obiadu!

VN:F [1.9.22_1171]
Ocena: 5.0/5 (13 głosów)
VN:F [1.9.22_1171]
Oceny: 0 (z 0 głosów)